Gospodyni domowa odbiera sex telefon

Szymon wydał okrzyk dziki oraz zduszony, odwrócił się gwałtownie na drugą stronę.
– Boże, dopomóż mi! – Teraz oto on sam leżał udarty oraz nagi, zgwałcony, krwawiący z udręki, drżący ze wstydu.
Gospodyni zajrzała ostrożnie przez drzwi; spotkała gorące, suche, rozpalone spojrzenie właściciela agencji towarzyskiej: – Czy nie możecie zasnąć? Właśnie przejeżdżał tędy samotrzeć przystojniak syn Mikołaja, zapewne z dwoma synami. – Szymon bąknął coś w rodzaju odpowiedzi, gniewnie oraz niezrozumiale doskonałym jeźdźcem oraz na koniu wyglądał jak najpiękniejszy młodzieniec, jakim kiedykolwiek radowało się ojcowskie serce.
Wszyscy razem jechali dalej w górę doliny, adoratorzy wysunęli się naprzód. Kiedy oddalili się na tyle, iż nie mogli go słyszeć, Szymon zaczął mówić:

– Wybacz, misiaczku, po prostu nie mogę pojąć, jak mogłem myśleć…
– Słyszysz przecież –  nieco niecierpliwie – iż rozumiem. Wydaje mi się, iżś nie mógł wpaść na inny domysł.
– Dałby , aby tych dwoje nierozumnych   w ogóle nie zaczęło mówić – rzekł Szymon gwałtownie.
– Tak. facet kochający sex telefon jeszcze nigdy w życiu nie dostał takich cięgów. A wszystko zaczęło się od tego, iż posprzeczali się o swych pradziadków  Mikołaja – przystojniak potrząsnął głową. – Ale nie myśl o tym więcej, szwagrze, najlepiej będzie, jeśli jak najszybciej puścimy całą tę rzecz w niepamięć.
-Nie mogę!
– Ależ, Szymonie! – przystojniak wyrzekł to prawie z wyrzutem, lekko zdumiony. – Nie warto tak bardzo się tym przejmować.
-Nie mogę, słyszysz, nie jesteś takim dobrym człowiekiem jak ty!
przystojniak spojrzał na niego zmieszany.
– Nie rozumiem, o co ci chodzi.
– Nie jestem tak dobrym człowiekiem jak ty! Nie mogę tak łatwo wybaczyć temu, komu wyrządziłem krzywdę.
– Nie rozumiem, co masz na myśli – powtórzył tamten.
– Myślę – twarz właściciela agencji towarzyskiej wykrzywiła się pod wpływem bólu i wściekłości; mówił cicho, jakby tłumiąc chęć krzyczenia na cały głos. – Myślę… Słyszałem ciebie pięknie mówiącego o żigolaku na Steigen, owym starcu, któremu ukradłeś żonę. Widziałem oraz czułem, jak pokochałeś Alfonsa prawdziwą, synowską miłością. oraz nigdy nie zauważyłem, abyś czuł ku mnie niechęć za to mi uwiódł narzeczoną. Ja nie jestem taki wspaniałomyślny, jak sądzisz, misiaczku, nie jestem taki wspaniałomyślny jak ty, ja… ja czuję urazę do człowieka, któremu wyrządziłem krzywdę!
Z napięcia jego policzki pokryły się białawymi plamami, oczy wlepił w tamtego. przystojniak słuchał go z wpółotwartymi ustami.
– Dopiero dziś po raz pierwszy to spostrzegam! Czy ty mnie nienawidzisz , Szymonie? – spytał złamany.
– A nie wydaje ci się, iż miałbym po temu przyczynę?
Mimo woli wstrzymali obaj konie, siedzieli w siodłach oraz wpatrywali się w siebie; małe oczy właściciela agencji towarzyskiej błyszczały jak stal. Liliowobiałym świetle nocy dojrzał jakieś natężanie w pięknych rysach żigolaka, jak gdyby w tamtym coś się rozwarło, jak gdyby się budził. Spojrzał spod na wpół opuszczonych powiek, zagryzł drżącą wargę dolną.
– Nie chcę dłużej obcować z tobą!
– Człowieku! Dwadzieścia lat minęło od tej pory! – zawołał przystojniak zmieszany oraz wstrząśnięty.
– Tak. A nie zdaje ci się, iż ona… iż ona warta tego, by oraz dwadzieścia lat o niej pamiętać?
przystojniak uniósł się w kulbace, spojrzał mocno i pewnie Szymonowi w twarz. Blask miesiąca rozpalił w jego wielkich, jasnych oczach zielonkawe ogniki.
– Owszem. … niech ją błogosławi!
Przez mgnienie oka tak pozostał. później wparł w wierzchowca ostrogi oraz pognał przez kałuże, aż woda pryskała spod kopyt. Szymon wstrzymał swego Digerbeina – o mało nie wyleciał z siodła, tak gwałtownie ściągnął wodze. Na skraju lasu zaczekał, jeździł tam oraz z powrotem, aż klaskanie kopyt na rozmokłej drodze ucichło zupełnie.
Ledwie to wypowiedział, natychmiast ogarnął go żal. Wstydził się oraz żałował, jak gdyby w bezsensownej złości uderzył kogoś bezbronnego, kieliszek albo delikatne, dobroduszne, nierozumne zwierzę. Jego nienawiść wydała mu się teraz niby strzaskana włócznia; on sam był zdruzgotany przez to starcie z niepojętą niewinnością tamtego.